Lewa ręka Boga

Fragment rozdziału 23

Omal nie podskoczył na krześle,kiedy za jego plecami stanął Stillnoch, tak niepostrzeżenie i bezszelestnie, że Cale nie zdawał sobie sprawy z jego obecności – co uznać trzeba za nie lada sztukę – dopóki, stawiając przed nim talerz z jedzeniem, nie szepnął mu  do ucha z życzliwym współczuciem

– Ślimaki

Nieświadom swej heroicznej pozycji w oczach starego sługi, Cale  uznał że ów ślimak musi być jakąś miażdżącą obelgą służącego, który nie może znieść jego obecności pośród wielkich i wspaniałych. Z drugiej strony, pomyślał, może to ostrzeżenie. Jeśli tak to przed czym? Spojrzał na talerz i stropił się jeszcze bardziej. Leżało przed nim 6 obiektów przypominających zwinięte żołnierskie hełmy, wydzielające z siebie lepką, cętkowaną maź. W istocie wyglądały na coś,czego należy się obawiać.

– Ach – powiedział IdrysPukke, pociągając nosem niczym kiepski aktor w pantomimie – Wyśmienicie. Ślimaki w maśle czosnkowym. Siedząc obok Cale’a IdysPukke zauważył natychmiast przerażenie chłopca na widok armii sztućców i kompletną zgrozę w jego oczach, kiedy na stół wjechały ślimaki w muszlach. Teraz, kiedy ściągnął na siebie jego uwagę, jak również, dodać należy, uwagę wszystkich pozostałych osób, podniósł ów osobliwy przedmiot w kształcie języka i nacisnął. Otworzyły się dwie łyżkowate końcówki, którymi uchwycił muszlę, po czym zwolnił nacisk na uchwyt i łyżki zacisnęły się na skorupie. Następnie wziął mały szpikulec z trzonkiem z kości słoniowej i wsunąwszy go do muszli, wprawnym, lecz nieco teatralnym gestem, tak, aby Cale mógł go wyraźnie widzieć, wyjął ze środka coś, co wyglądało (pomimo czosnku, natki pietruszki i masła) jak zielonoszara chrząstka wielkości małżowiny usznej. Wsunął ślimaka do ust z przesadnym westchnieniem zachwytu. W pierwszej chwili nieco skonsternowani tym osobliwym pokazem, biesiadnicy szybko zrozumieli, czemu miał posłużyć i starannie unikali spoglądania w stronę Cale, który złowrogo łypał na swoje pierwsze danie.

Można się dziwić, że chłopiec, który tak chętnie jadał w swoim życiu szczury, krzywił się na widok jadalnego ślimaka, Cale jednak nigdy przedtem nie widział ślimaka, a kto powiedział, że jeśli wyzbyć się uprzedzeń, człowiek nie wolałby dobrze wykarmionego, żywotnego szczura, od śliskiego stworzenia, wypełzającego niemrawo spod gnijącej kłody?

Rzucając ukradkowe spojrzenia na współbiesiadników, którzy zabrali się do jedzenia swej uzbrojonej w hełm kolacji, Cale wziął szczypce, chwycił muszlę i za pomocą szpikulca wydobył ze środka szarą, gąbczastą substancję. Zawahał się, po czym włożył ją do ust i zaczął gryźć z entuzjazmem mężczyzny żującego własne jądra, podczas gdy wszyscy inni nadal umyślnie unikali spoglądania w jego stronę. Na szczęście pozostała część obiadu wyglądała całkiem znajomo.

Lewa ręka Boga

Paul Hoffman

( dzięki Marcinie mój chrześniaczku za książkę  )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *