Dni otwarte w Młynie Skokowa

W sobotę byliśmy z Naszymi ślimakami w Młynie Skokowa na dniach otwartych. Wystawiało się tam kilku sprzedawców (producentów ) ze zdrową żywnością , z chlebem z ogórkami i kapustą z sokami czy serami. Nie mogło zabraknąć nas – he he he .

Nasze ślimaki były chyba największą atrakcją imprezy wszystkim bardzo smakowały i ogólnie wzbudziły wielkie zainteresowanie – pytaniom nie było końca. Impreza skończyła się ogniskiem i pieczeniem kiełbasek

.SAM_4454 SAM_4455 SAM_4456 SAM_4457 SAM_4458 SAM_4459 SAM_4460 SAM_4461 SAM_4462 SAM_4463 SAM_4464

Majowe nowinki

Trochę nam się już nie chce pisać, bo zasadniczo większość prac się powtarza podobnie jak w poprzednich dwóch latach – stają się rutyną, Coraz lepiej sobie radzimy z organizacją pracy i procentuje to co zostało zrobione w poprzednich latach, ale i tak pracy w okresie od marca do maja jest tyle, że bez pomocy rodziny trudno by było się z nią uporać. Najgorszy chyba był kwiecień, gdzie z jednej strony był szczyt sezonu reprodukcyjnego (i codziennie ponad 200 doniczek z kokonami do wyjęcia), z drugiej każdy moment dobrej pogody wykorzystywaliśmy żeby przygotować pola.

Dziś już wyniosłam ostatnie maluchy które się wykluły na pole, jeszcze tylko dokończyć wykładanie soli na dwóch polach, przenieść maluchy z namiotu na pole, wypuścić drugoroczne ślimaki na przygotowane dla nich nowe pole i już można „odpoczywać” zajmując się naszym stadkiem tylko wieczorem (podlewanie i karmienie), plus trochę pracy przy utrzymaniu ogrodzeń i ścieżek w należytym stanie.

Wczoraj mieliśmy gościa który chciał się dowiedzieć trochę więcej szczegółów o naszej hodowli.

Niby niewiele jest do opowiadania a zeszło jakieś trzy godziny … :-). Cóż, decyzja o rozpoczęciu hodowli wiąże się ze sporymi wydatkami na początek i mnóstwem pracy – sami szukaliśmy jak najwięcej informacji kiedy chcieliśmy zacząć więc teraz chętnie dzielimy się naszym doświadczeniem.

Podpatrujemy też jak jest u innych i niektóre rozwiązania sami wypróbowujemy. Mamy na przykład trzy różne rodzaje ogrodzenia na polach (w tym roku testujemy trzecie). Zdecydowaliśmy się także zrezygnować w tym sezonie z siatek cieniujących. Bardzo dobrze spełniały swoją rolę, ale na jesieni wiatr tak nam je porwał, że trudno by było je znów zamontować, a uznaliśmy że nie warto inwestować w nowe – na polu gdzie nie mieliśmy siatki rok temu ślimaki też całkiem dobrze sobie radziły.

Z ostatnich nowinek – wybieramy się w sobotę z naszymi ślimakami na dni otwarte Młyna Skokowa koło Wrocławia. Zapraszamy, zapowiada się bardzo sympatyczna majówka.

https://www.facebook.com/events/203197970063279/

 

Koniec reprodukcji

Kończymy powoli reprodukcje jeszcze tylko kilka dni myślę że 4 albo 5. Część kokonów się nam zepsuła tak mniej więcej liczymy że z 500 -nie rozwinęły się albo pleśń się wdała nie wiemy co za przyczyna była. Pierwsze kilkadziesiąt tysięcy maluchów żyje już w namiocie foliowym i mają się chyba całkiem nie źle, do rzodkiewki zaczęły się już dobierać. Szykujemy nowe pole i  powiększyłem jedno ze starych pół. Robota wre ale zdążę spokojnie. Na nowym polu robię inny rodzaj ogrodzenia – bez męczącej w układaniu soli. Zobaczymy czy się sprawdzi.

Nowa metoda

Mamy już 1200 kokonów z czego 1000 trzymany na razie w chłodni w celu wydłużenia czasu inkubacji , zobaczymy czy ten sposób jest dobry . W namiocie rzodkiewka dopiero zaczyna mam wschodzić i ślimaki pewnie dopiero za jakieś dwa tygodnie spróbujemy do namiotu wyprowadzać .

Kokony

Na sobotę jak już pisałem wystawiliśmy pierwsze doniczki. W sobotę rano przywieźliśmy babcię Marysię,, do pomocy.”,\. Babcia już się dopytywała kiedy będzie wyciąganie bo bardzo to lubi. Babcia wyjęła 20 kokonów – zupełnie nie źle jak na pierwszy dzień a w niedzielę ja z Jagodą – 80 i 106 odstawionych doniczek na dziś. Robota się zaczyna na poważnie.

Doniczki i namiot

Dziś wystawiamy pierwsze doniczki.  Wiem że u innych hodowców ziemia w doniczkach już wystawiona i maja pierwsze kokony ale nam się nie śpieszy. Dziś też zamierzamy z Jagodą rozstawiać namiot foliowy i siać zielone – może nie będzie już dużych mrozów i się uda.

Hawaii day 23 Koniec przygody

Już po wszystkim, nasze przygody dobiegły końca. Mam nadzieję, że kto czytał ten nam zazdrości bo jest czego. Czas na małe podsumowanie.

Hawaje super – naprawdę warto raz w życiu udać się w taką podróż. Choć pewnie na Ziemi jest więcej tak ciekawych i fascynujących miejsc to Hawaje mogą pretendować do takiego raju na ziemi.

Trzeba niestety liczyć się z wydaniem sporej ilości gotówki – raj  kosztuje, ale wspomnienia są bezcenne. Zwłaszcza że Hawaje nam będą już zawsze kojarzyć się z naszymi prawdziwymi przyjaciółmi Tereską i Tadziem 😉

Parę słów jeszcze o podróży powrotnej. Była bez problemowa, a dzięki obrotowemu ruchowi ziemi nawet krótsza niż w tamtą stronę.

Z „Lihuja” lecieliśmy do Seattle a stamtąd do Paryża i W-wy. Lotniska fajnie pooznaczane więc bez problemów trafiliśmy gdzie trzeba. Podróż męcząca, ale do przeżycia, Polecam podróże liniami Delta. Dzięki zamontowanym komputerkom podróż przebiegła szybko – oglądaliśmy najnowsze filmy i graliśmy w gry. W linii KLM najlepiej dawali jeść a najładniejsza stewardessa była w Air France. Bidnie wypadła Alaska line ale widać nie można mieć wszystkiego w pierwszym sorcie (zwłaszcza w klasie ekonomicznej).

Pozdrawiam wszystkich czytelników i za trzy tygodnie zapraszam do czytania o: Trzecim sezonie ślimaków.

,, Ślimaki sezon 3 ” nadchodzi.

 

 

 

 

Hawaii day 22

Dziewczyny szykują ostatnią kolację a ja mam chwilkę to jeszcze coś napiszę.

Wczorajsza kolacja z Martą i Robertem była wyśmienita. Pyszne jedzonko (schabowe) i drinki (polish margerita – mój wynalazek) wprawiły nas w doskonały nastrój. Tadzio wyciągnął grę Osadnicy z Katanu i rozegraliśmy partyjkę – super gra. Teresa wygrała więc dziś z samego rana zażądaliśmy rewanżu i tak się zeszło do drugiej po południu. Wynik Tadzio 2, Andrzejek 1. Zaraz po powrocie kupujemy tę grę.

Poszliśmy potem jeszcze powalczyć z oceanem na do widzenia. Fale były fantastyczne a ludzi na plaży prawie zero. Sponiewierał nas ocean na pożegnanie a został jeszcze zachód słońca i wieloryby które też dziś wyjątkowo harcowały wyrzucając ogromne fontanny wody. Wszystko dobrze co dobrze się kończy.

Pogodę mieliśmy wymarzoną, Tadzik mówi że w styczniu to potrafi i 2 tygodnie podać a w czasie naszej wizyty podało raz w nocy i raz przez kilka minut któregoś dnia rano.

Żadnego tsunami nie przeżyliśmy i tak sobie myślę że to też dobrze.

Robert miał tylko dziś pech,a gdyż ma awarię – otóż odkleiła mu się siatkówka w oku i jutro leci na operację do Honolulu. To też tutaj to dziwne jest, pomiędzy hawajskimi wyspami nie kursują promy a można tylko poruszać się samolotami – robota ekologów – zupełna paranoja. Robert jak mu zoperują to oko nie może lecieć samolotem bo cały zabieg psu w dup….

Dlatego musi mieć jakiś taki specjalny zabieg żeby mógł wrócić samolotem na Kauai.

Coś tam – że olej się wlewa do oka i potem trzeba 6 tygodni głowę trzymać głównie na jedną stronę a potem trzeba go z tego oka znowu w Honolulu wylać.I podobno ma to go kosztować 1000 dolarków.

Tak że nawet się z nami nie pożegnał.

Idę na kolację. Proszę trzymać kciuki za naszą podróż. Niedługo się zobaczymy.

Pozdrawiamy.